Praca misyjna w Kirgistanie

 

Kirgizja graniczy z Kazachstanem, Chinami, Tadżykistanem i Uzbekistanem. Zajmuje powierzchnię wielkości mniej więcej dwóch trzecich Polski. W 90 procentach powierzchnia Kirgistanu to bardzo wysokie góry, sięgające ponad siedmiu tysięcy metrów nad poziomem morza. Żyje tu około pięciu milionów ludzi, około stu narodowości. Przede wszystkim to: Kirgizi, Uzbecy, Rosjanie, Ujgurowie, Dunganie, Niemcy, Ukraińcy, Kurdowie, Tadżycy, Turcy i Polacy.

Chrzest w naszej Kaplicy 14.XI 2010

Wielu mieszkańców zajmuje się pasterstwem i hodowlą bydła. Uprawiają też bawełnę, ryż, owoce i warzywa. Utrzymują się również z handlu z Chinami. Jednak – ogólnie mówiąc – to kraj biedny. Złoża naturalne – przede wszystkim złota – są tu nieduże. Rolnictwo, choć w miarę rozwinięte, ze względu na ukształtowanie terenu nie może stać się główną gałęzią gospodarki.

Lekcja religii 14.XII.2010

Muzułmanie stanowią 80 procent ludności, około 20 procent to chrześcijanie: prawosławni, protestanci i katolicy.
Trzeba jednak zaznaczyć, że islam w Kirgistanie różni się od islamu wyznawanego przez mieszkańców krajów arabskich. Po pierwsze, wpłynęło na to siedemdziesiąt lat komunizmu. Po drugie, Kirgizi tak do końca nigdy nie przyjęli islamu. Niewielu z nich na przykład modli się pięć razy dziennie czy zachowuje ramadan. Do dziś w ich religii wiele jest animistycznych elementów wierzeń pierwotnych, różnego rodzaju zabobonów czy zwyczajów, z których pochodzenia nie zdają sobie nawet sprawy, a które są bardzo mocno zakorzenione w ich tradycji. Bardziej przywiązani do islamu są mieszkający na południu kraju Uzbecy.

Spotkanie dzieci niepełnosprawnych 3. XII. 2010

Wśród Kirgizów czy Uzbeków zdarzają się chrześcijanie, ale często - zwłaszcza wśród Uzbeków grozi im społeczny ostracyzm. Inaczej jest w przypadku Kirgizów. To koczowniczy nomadzi, którzy są bardziej otwarci. Przekonują się do chrześcijaństwa, tym bardziej że intuicyjnie wyczuwają, że islam i chrześcijaństwo w wielu rzeczach są sobie bliskie.
Bardziej otwarci Kirgizi lgną do Zachodu, zwłaszcza ci pochodzący z większych miast. W poszukiwaniu pracy czy na studia wyjeżdżają do Rosji i tam stykają się z kręgiem kultury europejskiej w rosyjskim wydaniu. Niestety, często jest to świat zlaicyzowany. Na południu natomiast, gdzie mieszkają przede wszystkim Uzbecy, te tendencje nie są tak silne. Uzbecy żyją w swoim świecie i zamykają się na to, co jest poza nim. W jakimś stopniu wpłynęły na to lata komunizmu, kiedy wiele z ich zwyczajów i wierzeń nie podobało się władzy sowieckiej.

Święty Mikołaj w domu inwalidy Kizykilja 27.XII.2010

Działalność apostolską prowadzą w Kirgizji jedynie wspólnoty protestanckie i Kościół katolicki. Kościół prawosławny skierowany jest tylko do osób rosyjskojęzycznych i wiąże się silnie z rosyjską kulturą. Komuś niezwiązanemu z tym kręgiem trudno się do niego dostać. Dlatego rzadko spotyka się Kirgizów, którzy byliby zainteresowani prawosławiem.
Jeszcze przed upadkiem Związku Radzieckiego do Kirgizji przybyli baptyści i misjonarze z innych wspólnot. Jak grzyby po deszczu powstawały nowe Kościoły wszelkich możliwych denominacji: charyzmatycy, zielonoświątkowcy, prezbiterianie, baptyści. Wszystko, co tylko jest możliwe w świecie, szczególnie w świecie północnoamerykańskim i koreańskim.
Kościół katolicki w Kirgistanie jest bardzo małą wspólnotą, która rozwija się przede wszystkim na północy kraju. Co prawda chrześcijaństwo pojawiło się w Kirgizji we wczesnym średniowieczu, kiedy przybyli tu nestorianie, ale pierwsze próby ewangelizacji podejmowali tu franciszkanie dopiero w XIII i XIV wieku. W erze nowożytnej katolicy przybyli do Kirgizji w XIX wieku wraz z niemieckimi i polskimi osadnikami. Wielu katolików – Niemców, Polaków, Ukraińców i Litwinów – zostało tu zesłanych także w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku przez Stalina. Dopiero jednak w latach sześćdziesiątych udało się założyć w Biszkeku, stolicy Kirgistanu, legalnie działającą parafię katolicką i wybudować tam kościół. Była to jedyna parafia katolicka w Kirgistanie. Długoletnim proboszczem kościoła w Biszkeku był ks. Michael Köhler, a jego parafianami przede wszystkim Niemcy. Pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych wielu z nich wyjechało jednak do Niemiec. W tym czasie opiekę nad katolikami w Kirgizji zaczęli sprawować jezuici. Dziś Kościół katolicki w Kirgistanie jest zasadniczo rosyjskojęzyczny, ale należą do niego wierni różnego pochodzenia, w tym także Koreańczycy i Kirgizi. Pracuje tu trzynastu misjonarzy – księży i sióstr zakonnych. Wśród nich jest też czterech Polaków - ks. Jerzy Jędrzejewski z diecezji warszawskiej, Damian Wojciechowski SJ, Krzysztof Korolczuk SJ oraz moja skromna osoba nowicjusza na tych terenach (przyjechałem do Kirgizji niespełna kilka miesięcy temu). Obok parafii w Biszkeku i Tałasie na północy kraju oraz w Jalalabadzie na południu misjonarze odwiedzają około trzydziestu rozsianych po całym kraju wspólnot katolickich. Liczą one od kilku do kilkudziesięciu wiernych. Ponieważ parafii jest już kilka, w 2006 roku Ojciec Święty Benedykt XVI ustanowił w Kirgistanie administraturę apostolską i wyznaczył na jej pierwszego biskupa Mikołaja Messmera SJ.

Winsowchoz Jalalabad modlitwy na cmentarzu 2.XI.2010

Wraz z br. Damianem, br. Wołodią (Rosjaninem) i o. Krzysztofem pracuję na południu kraju, w Jalalabadzie. To część kraju zdecydowanie bardziej muzułmańska. Mężczyźni co piątek modlą się w meczcie, kobiety zakrywają twarze, a niektóre chodzą w pełnych parandżach. Południe Kirgistanu bardzo różni się od północnej części kraju zarówno pod względem klimatycznym, jak i kulturowym. Oczywiście sprawa dla nas podstawowa to praca duszpasterska i animacja życia parafialnego. Dużo czasu poświęcamy jednak także pracy charytatywnej, pomagając nie tylko chrześcijanom. To narzuciło się w pewien sposób samo. Ludzie tu po prostu bardzo potrzebują pomocy. Odwiedzamy domy starców, ośrodki dla inwalidów, więzienia. Współpracujemy także z Towarzystwem Rodziców Dzieci Inwalidów, organizując różne lecznicze turnusy dla chorych i niepełnosprawnych dzieci. Ufamy, że zasiewamy ziarno Ewangelii w sposób pośredni – naszą obecnością przy nich i chęcią niesienia pomocy.

We współpracy z warszawskim Biurem Misyjnym ojców jezuitów organizujemy też tak zwaną adopcję serc, zachęcając osoby prywatne do comiesięcznych wpłat na rzecz jednego dziecka, przeważnie sieroty. Poza tym staramy się być blisko ludzi, rozmawiać z nimi, wspierać ich dobrym słowem. Organizujemy różne formy zajęć dla studentów, z których korzystają przede wszystkim muzułmanie. W ciągu roku akademickiego to przede wszystkim filmowe kluby dyskusyjne i kursy językowe, a w lecie obozy językowe pod namiotami, w których uczestniczą także młodzi z Polski (dwa lata temu w tych obozach uczestniczyła korpulentna grupka Piotrkowian!), Słowenii, Niemiec czy Szkocji. Podczas tych obozów wolontariusze prowadzą kursy języka angielskiego, są różne sportowe rozgrywki, wieczorami odbywają się wspólne ogniska. Jest zabawa i nauka, ale także rozmowy na poważne temat – o wierze, rodzinie, małżeństwie. Można by robić coś więcej, potrzeby bowiem są bardzo duże. W samym Jalalabadzie na sto tysięcy mieszkańców jest dwadzieścia tysięcy studentów. Mają czas i wolność, bo rodzice są daleko. Nikt im jednak tego nadmiaru czasu nie organizuje.

Na koniec podzielę się opisem swoich tygodniowych zajęć. W niedzielę o godz. 10-ej mam lekcję religii dla dzieci, przychodzi ok. 7-8 dzieci, o 11-ej jest Msza św. dla parafii (frekwencja wynosi kilkanaście osób), potem jest herbata w gronie parafian a następnie wyjeżdżam do Osh (miasto 300-tysięczne) - tam o godz. 16.00 jest Msza dla tamtejszej wspólnoty (też przychodzi z kilkanaście osób), potem zajrzę w Osh tu czy ówdzie (do jednego czy drugiego chorego czy na spotkanie związane z pomocą charytatywną dla Uzbeków, którym spalono domy w czasie czerwcowych rozruchów). Mniej więcej co drugi tydzień zostaję w Osh też na poniedziałek (wtedy zazwyczaj odwiedzam dom inwalidów w pewnej odległości od Osh – rozdaję tam batoniki i puszczam film przez rzutnik). Po powrocie z Osh do Jalalabadu kilka razy w tygodniu chodzę na zajęcia jako „swobodny student” filologii rosyjskiej na tutejszym państwowym kirgiskim uniwersytecie (uzbecki uniwersytet został spalony, na razie nie ma szans na odbudowę). Sam prowadzę u nas na parafii zajęcia z jęz. angielskiego dla początkujących. Poza tym we wtorki po południu robię „kino” dla dzieci – też puszczam z rzutnika film. Oczywiście dochodzą także zajęcia związane z różnymi remontami.

Już na sam koniec zaznaczę, że z bardzo dużym sentymentem wspominam swój 4-letni pobyt w Piotrkowie w Sanktuarium Matki Bożej Trybunalskiej.

Z pozdrowieniami i modlitwą
o. Remigiusz Kalski SJ (ten krótki artykuł powstał przy wydatnej pomocy br. Damiana Wojciechowskiego SJ pracującego w Kirgizji już 7 lat).

http://www.jezuici.pl/~rkalski/

www.kyrgyzstan-sj.org

www.jezuici.pl/tienszan

www.en.wikipedia.org/wiki/Jalal-Abad


P.S. Polecam lekturę naszego biuletynu parafialnego z 2010 r.